Depresja – nie dajmy się zwariować

Każdy pewnie zauważył, że ostatnimi czasy temat depresji często zaczął przewijać się w różnego typu mediach, ludzie wydają się być bardziej świadomi zagrożeń zachorowania na depresję, no i jej, często opłakanych skutków. Wszystko to jest super i wygląda na to, że większa świadomość społeczeństwa i środki przeznaczone na profilaktykę powinny zatem owocować zmniejszoną ilością zachorowań – a jednak tak nie jest. Co gorsza, zaczyna ona także dotykać naszych seniorów i młodzieży.

No i tutaj zauważam, że ludzie w bardzo nieprzemyślany i pochopny sposób używają terminologii psychiatrycznej. Często słyszę „dziewczyna mnie rzuciła, jestem zdepresjonowany”, „nic mi się dzisiaj nie chce, czuję się zdepresjonowany”, „taka depresyjna ta pogoda dzisiaj” itd. itd.

Dodatkowo ze strony mediów słyszy się wiadomości typu „masz obniżony nastrój – może to depresja” i tego typu podobne teksty. Coraz więcej tzw. celebrytów obwieszcza wszem i wobec, że też cierpieli na depresję. Na każdych drzwiach w toaletach publicznych widać plakaty „masz depresję, myślisz o samobójstwie – zadzwoń”.

Dosłownie tak jak by Ci wmawiali, że pewnie chorujesz na depresję tylko jeszcze tego nie wiesz.

Niektórzy ludzie się na to nabierają.

Jako że pracuję w ośrodku zdrowia psychicznego, jedną ze składowych moich obowiązków w pracy jest przeglądanie, czyli tzw. selekcja skierowań od lekarzy rodzinnych. Tutaj świetnie widać jak szybko i stosunkowo łatwo pacjentom przepisywane są leki antydepresyjne, bez większego zastanowienia się nad ich rolą i czy w ogóle są one potrzebne.

Lekarze rodzinni, wydają się, skutecznie ignorować fakty nadużywania alkoholu, narkotyków, przemocy w małżeństwie, stresu w pracy, itd.

Nie jest rzadkością pacjent będący na antydepresantach przez ostatnich 15 – 20 lat. Nikt się nie pyta, czy te leki działają – ludzie ślepo je biorą i wykazują, co ja nazywam, „objawy wyuczonej depresji”. No bo przecież łatwiej jest łykać tabletki przez lata, bez zastanowienia nad tym czy one w ogóle działają, niż na przykład dać coś z siebie. Pewnie, że łatwiej jest wziąć tabletkę niż… zmienić swoją dietę, rutynę, przestać pić, palić, zacząć uprawiać sporty, spędzać więcej czasu na powietrzu, zmienić otoczenie, znaleźć zainteresowanie, poukładać sprawy rodzinne, itd.

Większość z tych ludzi na oczy psychiatry nie widziała a diagnoza „depresja” została postawiona przez lekarza rodzinnego na podstawie obniżonego nastroju. Jest ona rzadko kiedy poddawana rewizji a kolejne recepty często wypisywane są bez konieczności rozmowy z lekarzem. Tak między innymi powstają statystyki. Połowa z tych ludzi nie powinna być na antydepresantach, powinni raczej zająć się swoją odpornością emocjonalną i mieć lepsze rozeznanie jeśli chodzi o wybory życiowe.

I nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o tą porządnie zdiagnozowaną depresję, tylko raczej o to co, jak mi się wydaje, starają nam się wmówić media, a w co, coraz więcej ludzi zaczyna wierzyć. Że niby 1 na 4 osoby doświadczy, przynajmniej raz w swoim życiu problemów ze zdrowiem psychicznym.

Zastanawia mnie tylko to, w jakim społeczeństwie żyjemy i co jest tego powodem. Co jest powodem tego, że w czasach kiedy było naprawdę ciężko (wojna, komuna, itd.) ludzie radzili sobie i nie słyszało się o epidemii depresji ani samobójstw. Teraz kiedy jest pozornie „lepiej” ludzie nie radzą sobie z tym, że na przykład, dziewczyna/chłopak mnie rzucił, że na Facebooku coś tam napisali na czyjś temat, że koleżanka się do mnie nie odzywa, i tym podobne błahe rzeczy. Bo jeśli spojrzeć na nie globalnie, to są one tak błahe, że aż przerażające w swojej sile.

Gdzie podziała się odporność emocjonalna ludzi, gdzie zdrowy rozsądek. Z jakich wzorców czerpią przykład nastolatki, które chcą się „wieszać” (potocznie mówiąc) bo chłopak nie zaprosił ich na dyskotekę, a co gorsza poszedł z inną. No wybaczcie, to nie ma nic wspólnego z depresją i jest pewnie bardzo dalekie od jakiejkolwiek kategorii chorób psychicznych.

Jedno, o czym chciałabym żeby ludzie pamiętali jest to, że problem „zaleczony” lekami będzie powracał albo nigdy się go nie pozbędziecie.

Tak więc masz obniżony nastrój, coś Cię męczy, jesteś podirytowany, zastanów się co może być tego przyczyną i wprowadź konieczne zmiany.

„Pełne bądź częściowe wykorzystanie artykułów możliwe jest jedynie po opatrzeniu ich informacją o źródle i aktywnym linkiem zwrotnym do strony www.zdrowieipsychika.com Moje wpisy, które tu wrzucam służą wyłącznie do celów edukacyjnych i informacyjnych, dlatego nigdy nie mogą one zastąpić opinii pracownika służby zdrowia".

2 thoughts on “Depresja – nie dajmy się zwariować

  1. Odpowiednio zdiagnozowana choroba to podstawa. Wielu osobom wmawia się, że mają depresję, bo mają tzw doła i fakt na takie osoby bardzo dobrze wpływa zmiana nastawienia, sposobu myślenia. Jednak jeśli ktoś faktycznie cierpi na depresję, to za cholerę nic mu nie da próba zmiany sposobu myślenia. Wpierw farmakologia, terapia, na końcu ciężka praca na samym sobą. To pisałam ja wieloletnia depresantka 🙂 Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się, że odpowiednia diagnoza to podstawa. Przynajmniej wiesz z czym masz do czynienia :).
      Jednak uważam, że lekarze czasami bardzo lekkomyślnie przepisują, a ludzie potem biorą, tabletki bez zastanowienia się nad przyczynami swoich dolegliwości.
      Taka już moja „profilaktyczna” natura Pracownika Socjalnego:), zawsze jest lepiej zapobiegać niż leczyć albo naprawiać;).
      A tak z ciekawości zapytam, jeśli nie masz nic przeciwko temu, czy jakikolwiek lekarz zainteresował się w ogóle o społeczno – ekonomiczne uwarunkowania w jakich funkcjonujesz?

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.